Czy w szabat trzeba iść na nabożeństwo?
Może wystarczy odpocząć w domu z Biblią? Co Pismo mówi o „świętym zgromadzeniu\", zwyczaju Jezusa i wspólnych zebraniach, i co zrobić, gdy w pobliżu nie ma zboru?
„Boga mogę czcić wszędzie. W szabat odpoczywam w domu, czytam Biblię, idę na spacer, po co mi jeszcze nabożeństwo?" Tak myśli dziś niejeden chrześcijanin, zwłaszcza zmęczony tygodniem albo zniechęcony do instytucji. W innym artykule tej serii pokazaliśmy, że szabat to znacznie więcej niż godzina w kościele, że Bóg poświęcił cały dzień, nie samą liturgię. Ale ta prawda ma też drugą stronę, o którą pytamy teraz: czy można odwrócić sprawę i powiedzieć, że nabożeństwo jest w szabat zbędne? Czy dzień święty „działa" także solo?
„Święte zgromadzenie", wpisane w sam dzień
Zacznijmy od tekstu, który mówi o szabacie zaskakująco konkretnie: „Sześć dni będziesz wykonywał pracę, ale dnia siódmego będzie szabat, dzień całkowitego odpoczynku, święte zgromadzenie. Żadnej pracy wykonywać nie będziecie; jest to szabat Pana we wszystkich siedzibach waszych" (Kpł 23,3). Hebrajskie wyrażenie mikra kodesz, „święte zgromadzenie", oznacza uroczyste zwołanie ludu na spotkanie z Bogiem. Szabat otwiera w Kpł 23 listę świąt Pana i jako jedyny powtarza się co tydzień: Bóg nie tylko każe w ten dzień odpoczywać, ale i zwołuje swój lud razem.
Biblista Elias Brasil de Souza przebadał w tomie The Sabbath in the Old Testament and the Intertestamental Period pytanie, czy szabat był w Starym Testamencie dniem odpoczynku, czy dniem kultu. Jego wniosek: „Stary Testament nie popiera takiego rozdziału". Szabat od stworzenia jest spleciony z oddawaniem czci Bogu: w świątyni zmieniano w ten dzień chleby pokładne i podwajano ofiary, Psalm 92 nosi nadpis „Pieśń na dzień szabatu", a prorocy zapowiadają czas, gdy „wszelkie ciało" będzie przychodzić, by oddać pokłon Panu „w każdy szabat" (Iz 66,23). Wymiar wspólnotowy nie został do szabatu doklejony, należy do jego natury.
Zwyczaj Jezusa i praktyka apostołów
Jeśli ktoś mógł powiedzieć „Boga mam w sercu, zgromadzenie nie jest mi potrzebne", to z pewnością Jezus. A jednak Łukasz zapisał: „I przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, i wszedł według zwyczaju swego w dzień szabatu do synagogi" (Łk 4,16). „Według zwyczaju swego", to nie była okazjonalna wizyta, lecz cotygodniowa praktyka, wyniesiona jeszcze z domu rodzinnego. Samuele Bacchiocchi zauważa w The Sabbath Under Crossfire, że Łukasz celowo przedstawia Jezusa jako wzór: wzmianka o zwyczaju pada w kontekście Nazaretu, „gdzie się wychował", a swoją opowieść o ziemskiej służbie Chrystusa Łukasz i otwiera, i zamyka szabatem, kobiety po ukrzyżowaniu „przez szabat odpoczywały według przykazania" (Łk 23,56). Co znamienne, dokładnie tym samym zwrotem Łukasz opisuje później Pawła, który w Tesalonice „według zwyczaju swego" szedł w szabat na zgromadzenie i rozprawiał z Pism (Dz 17,2).
Nowy Testament zna też wprost sformułowane wezwanie: „nie opuszczając wspólnych zebrań naszych, jak to jest u niektórych w zwyczaju, lecz dodając sobie otuchy" (Hbr 10,25). Już w pierwszym wieku byli więc chrześcijanie, którym zgromadzenie „przestało być potrzebne", i autor listu uznał to za objaw duchowej zapaści, nie dojrzałości. Badacz Listu do Hebrajczyków Erhard Gallos dowodzi w tomie The Sabbath in the New Testament and in Theology, że użyte tu słowo episynagoge oznacza zgromadzenie wspólnoty na nabożeństwo, i że najlepiej rozumieć je jako regularne zebranie szabatowe. Werset, którym dziś zachęca się do chodzenia na niedzielne nabożeństwa, opisywał najprawdopodobniej... cotygodniowe zgromadzenie w szabat.
Dlaczego samemu nie wystarczy?
Można by spytać: skoro Bóg jest wszędzie, czemu tak zależy Mu na zgromadzeniu? Bo wiara biblijna nie jest prywatnym hobby. „Dodając sobie otuchy", pisze autor Listu do Hebrajczyków. Otuchy nie da się dodawać samemu sobie; do tego potrzebny jest drugi człowiek. Wspólny śpiew, wspólna modlitwa, słowo, które ktoś przygotował, rozmowa po nabożeństwie, dziecko, które recytuje werset, starszy brat, który pamięta gorsze czasy, to wszystko buduje wiarę w sposób, którego nie zastąpi najlepsze kazanie w internecie. Tydzień pracy rozprasza lud Boży po biurach, szkołach i budowach; szabat co siedem dni zbiera go z powrotem w jedno. Kto stale świętuje sam, ten z czasem zaczyna wierzyć sam, a od wiary „na własną rękę" niedaleko do wiary coraz chłodniejszej. Węgiel wyjęty z ogniska gaśnie pierwszy.
Warto też pamiętać o świadectwie. Zgromadzenie szabatowe to widzialny znak: ci ludzie naprawdę wierzą, że Bóg jest wart ich czasu. Jezus w synagodze w Nazarecie nie tylko słuchał, czytał, nauczał, ogłaszał wyzwolenie (Łk 4,17–21). Nabożeństwo to także miejsce, gdzie nasza obecność służy innym, nie tylko nam.
A jeśli nie mam dokąd pójść?
Tu jednak potrzebna jest duszpasterska uczciwość. Co z kimś, kto mieszka sto kilometrów od najbliższego zboru? Z chorym, z matką przy niemowlęciu, z człowiekiem, który dopiero odkrył szabat i nie zna jeszcze nikogo, kto go święci? Czy ich szabat jest „nieważny"?
Nie. Zauważmy precyzję Kpł 23,3: szabat jest „świętym zgromadzeniem", ale zaraz potem czytamy, że jest to „szabat Pana we wszystkich siedzibach waszych", także w domach. Brasil de Souza podkreśla, że szabatowy odpoczynek nie wykluczał oddawania czci Bogu „zarówno w domu, jak i w świątyni". W czasach biblijnych większość Izraelitów żyła z dala od przybytku, a zgromadzenia lokalne i synagogi rozwinęły się z czasem; ich szabat w rodzinnym gronie nie był szabatem drugiej kategorii. Świętość dnia pochodzi od Boga, nie od frekwencji. Dom, w którym w szabat śpiewa się, czyta Pismo i rozmawia o Bogu, staje się małym zgromadzeniem, a dziś łatwiej niż kiedykolwiek dołączyć choćby na odległość do nabożeństwa innych, dopóki nie znajdzie się żywej wspólnoty.
Ale uczciwość działa w obie strony: czym innym jest „nie mogę", a czym innym „nie chce mi się". Kto ma wspólnotę w zasięgu i stale ją omija, ten odcina się od czegoś, co Bóg wpisał w sam rytm szabatu, i zubaża nie tylko siebie, lecz i tych, którym mógłby „dodawać otuchy".
Wniosek
Czy w szabat trzeba iść na nabożeństwo? Postawmy odpowiedź tak: nabożeństwo nie jest warunkiem ważności szabatu, ale jest jego sercem. Bóg nazwał siódmy dzień „świętym zgromadzeniem"; Jezus miał zwyczaj być wtedy wśród ludu Bożego; apostołowie przestrzegali przed opuszczaniem wspólnych zebrań. Kto może, niech idzie, nie z przymusu, lecz dlatego, że szabat to dzień spotkania, a spotkanie z Bogiem najpełniej smakuje w gronie tych, którzy kochają Go razem z nami. Kto nie może, niech uczyni ze swojego domu miejsce święte, pamiętając, że szabat Pana jest „we wszystkich siedzibach naszych". Jedno i drugie jest świętowaniem; dopiero jedno i drugie razem jest świętowaniem pełnym.
Źródła
- Daniel K. Bediako, Ekkehardt Mueller (red.), The Sabbath in the Old Testament and the Intertestamental Period
- Ekkehardt Mueller, Eike Mueller (red.), The Sabbath in the New Testament and in Theology
- Samuele Bacchiocchi, The Sabbath Under Crossfire